Było ciemno i zimno... Wiał wiatr... Leżałam na pustkowiu... Śnieg powoli mnie przysypywał... Rana piekła... Widziałam krew... ON NADCHODZIŁ!!!
Obudziłam się z krzykiem. Stał nade mną jakiś wilk. Nie znam go. Chyba niedawno dołączył.
- Dobrze się czujesz? - spytał.
- Nie do końca... - to mówiąc zerknęłam na ranę na moim boku. Skąd się wzięła? Kto mi ją zrobił? Mam tyle pytań...
Nagle obcy wilk wyciągną łapę <czytaj:
rękę>.
- Chodź. Zaprowadzę cię do Medyka... - wstałam z głośnym jękiem. Dopiero teraz zauważyłam, że całe moje futerko jest poplamione krwią. Dowlekłam się do jaskini Medyka. Weszłam tam. Medyczka opatrzyła moją ranę. Zadawała dużo pytań, ale ja sama chciałabym wiedzieć jak to się stało, że mam ranę ciętą od karku aż po ogon, moje skrzydła były w bezładzie, całe posiniaczone. One także miały rany.
- Przez jakieś dwa tygodnie nie możesz latać. I przez tydzień nie możesz chodzić. Oszczędzaj się przez miesiąc... - i tak dalej... Oczy prawie mi wyszły na wierzch. Jak to nie chodzić przez tydzień?! Przecież ja umrę z głodu!
- A pływać chociaż mogę? - spytałam drżącym głosem.
- Możesz. Woda pomoże w gojeniu ran.
Pożegnałam się i wyszłam. Tam czekał na mnie ten obcy basior.
- Dziękuję. - powiedziałam. I po dłuższej chwili dodałam:
- Jak masz na imię?
<Jakiś basior???>
Ps. Sory za długą nie obecność, ale już jestem!