-Posłuchaj gdy bym mógł to został tu
-To zostań
-Nie mogę
-Tak... to idź nie chce cie widzieć
Byłem na siebie zły nie dość że muszę odlecieć to jeszcze Snow jest na mnie zła.
Odleciałem.
*Wieczorem
Byłem w moim „domu”. Ciężko nazwać to coś domem

-Icie miałaś wrażenie jakby zrobiła coś co nie powinaś?
-Tak-Odpowiedziała(umie porozumiewać telepatycznie)
-Jak takie coś cofnąć?
-Nie wiem a czemu chcesz tam wrócisz?
-Co ? Nie chce
-Nie udawaj przecież wiem
-bo... bo.... mi się podobały tereny
-Ta... jasne zakochałeś się?
-Może...
-Nasz Lucky się zakochał- Uśmiechnęła się złośliwie.-Jak tak to wróć ja i tak ie lubię tego miejsca
-Ale wiesz jeśli stanie się to co z moim tatom?
-Posłuchaj ryzyko jest duże ale co się nie robi dla miłości
-Masz rację lecimy!
-No dałbyś się wyspać
-Lecimy!!
-ehhhh... dobra
Dolecieliśmy do lasu i od razu coś było nie tak
-Ten zapach... wilki śmierci czujesz?
-Tak
Zobaczyłem wilki szykowały się do ataku na watahę.
-Co tu robicie?- spytałem
-To ty żyjesz?
-Jak widać
Zaczęła się walka. Zmieniłem się w wilka śmierci. Po zabijałem połowę.
-Odwrót!!!
-Lucky jeszcze się spotkamy
Zadowolony że ich pokonałem nie spodziewałem się gałęzi która na mnie spadła. Tak zająłem walką nie zaważając że jestem ranny.
-Icie znajdź kogoś byle kogo i zaprowadź tu go!
Wtedy straciłem przytomność.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz