Chociaż już jakiś czas należałam do Watahy Snów, to wciąż nie wiedziałam, czy mam jakieś moce. No, latanie, to fakt, ale mam skrzydła. Większość wilków z watahy, jakie znam je ma i to nie jest żadna sztuka. "A ja (myślałam) nie mam wogule żadnej mocy". Już niedługo miełam się przekonać, że to nieprawda...
Tak więc razem z Charlotte poszłam no, krótko mówiąc, na zwiady. A raczej wprawki w zwiadach. Nagle usłyszałam krzyk Charlotte.
-Gdzie jesteś? Czy trochę nie za szybko uczysz się wtapiania w tło? - zapytała.
-Jestem tutaj. - odpowiedziałam- A uczę się za wolno. Chętnie zapadłabym się pod ziemię ze wstydu.
-Chyba właśnie to zrobiłaś!
- Tak? Naprawdę jestem aż tak dobra?
- Ooo! Aaa! Znowu tu jesteś. Cały czas tam stałaś?
-No tak.
-Lepiej idź do kogoś, kto to wszystko lepiej niż ja zrozumie.
No więc poszłam do Iris.
-Mówisz, że nagle zniknęłaś, a myślałaś, że nadal jesteś widoczna? I, że tam nagle pojawił się cień! A potem się pojawiłaś? - zapytała gdy przedstawiłam jej całą sprawę.
-Tak, właśnie.
-Ja...
Nic z tego nie rozumiem - coś powiedziało w mojej głowie więc wypowiedziałam te słowa na głos, zwracając się do Iris.
-Skąd wiedziałaś?
-Nie wiem. Chciałabym mieć moc wszechwiedzy to może bym coś zrozumiała, ale jej nie mam. - odparłam.
-A może, ty, nie! Nie pytaj teraz o nic! Może wiesz co ktoś z
Czytasz w myślach! - powiedziała znów moja głowa.
-Czytam w myślach... - powiedziałam niepewna siebie.
-To samo chciałam powiedzieć. To pewne, że to robisz! - wykrzyknęła.
-A ten cień to może moja druga moc? - spytałam niepewnie.
-Całkiem możliwe.
I tak, to prawda. Niestety działa tylko kiedy się wstydzę. Nad używaniem tego muszę jeszcze popracować.
W ten sposób dowiedziałam się o swoich mocach. Są fajne, ale trudne w obsłudze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz